Jako się rzekło, zakończyłam SPL, tzn. Studium Przekładu Literackiego w Katedrze Unesco przy UJ. Przepraszam za te skróty i niepełne nazwy, ale nazwa katedry jest tak długa, że szkoda palców *smile*.
Rzecz wyglądała tak: rozdano nam dyplomy oraz prace, które przedstawiliśmy. Prace były to propozycje wydawnictw, których nazw nie podam. Każde z wydawnictw, było ich trzy, udostępniło kilka tekstów, z których można było wybrać, lub zrobić wszystkie, o ile ktoś ma nastroje masochistyczne *smile*. Nie było też obowiązku robienia dla wszystkich wydawnictw, minimum wynosiło 1 tekst.
Ja zrobiłam po jednym dla każdego wydawnictwa. I oto teraz otrzymaliśmy te teksty sprawdzone i skomentowane przez naszych nauczycieli z SPL oraz przez wydawców. Z moimi tekstami było tak, że jednemu wydawnictwu tekst się spodobał, mimo pewnych niedociągnięć, drugie bardzo mnie zjechało (jak wiele osób podobno), a trzecie - zaraz opowiem co było z trzecim.
Pan redaktor z drugiego wydawnictwa miał niezbyt przyjemny sposób wyrażania opinii i dość kategoryczne sądy ferował, ale trudno. Zarzucił mi m.in. nieuwzględnianie podkreśleń i innych wyróżnień, błędy ortograficzne i interpunkcyjne. No cóż, za wysokie progi najwidoczniej.
Z trzecim tekstem natomiast było tak, że w dbałości o to, by dobrze się go po polsku czytało, tak przerobiłam zdania, że zmieniłam styl i retorykę. Powstał tekst bardzo dobry po polsku, tyle, że od oryginału odjechał w sensie nie treści, a formy. Nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu z tego wynika *smile*.
Ogólnie jednak nie czuję się zdołowana, a czas spędzony w SPL i nad pracami tam wykonywanymi uważam za spożytkowany bardzo bardzo dobrze i wartościowo. Oczywiście ważne jest też spotkanie miłych, życzliwych, pomocnych i sympatycznych ludzi, tak wśród nauczycieli jak i słuchaczy studium.
Jednym słowem super!