Uwaga! Ważna informacja!

Witajcie,
Informuję wszystkich moich miłych czytelników, że odtąd tzn. od dziś, mam nowego bloga pod adresem http://skrytkawitka.wordpress.com

Niestety nie dało się, przynajmniej na razie przenieść wpisów z tego bloga, więc nowy będzie kontynuacją, choć niektóre rzeczy pewnie zmienię.
Zapraszam serdecznie.

Dziś wracam do domu

Witajcie,
Pogoda w Krynicy Górskiej się popsuła. Chłodno to już było, więc tego nie liczę, ale jeszcze teraz jest mokro i mrzawka pada.
Zaraz zwijam komputer, bo już inne bagaże zapakowane. Wiele ich na szczęście nie miałam, ale zawsze coś.
Teraz przyjdzie na mnie czas ciekawy, a trudny, ale będę o tym informować na bieżąco.
Póki co kończę, z lekkim smuteczkiem, bo zostałam zaatakowana niesłusznie za coś, o czym nie decyduję, nie decydowałam i decydować nie będę pewnie. Niestety, dałam się sprowokować i odpowiedziałam też atakiem, no i mamy polskie piekielko. Teraz już emocje opadły i myślę, że rzecz się jakoś uspokoi. Nie chciałabym, żeby osoba z którą cały ten zatarg miałam, czuła się pokrzywdzona, ale ona chyba się tak czuje i ma ochotę tak się jeszcze trochę poczuć. No cóż, ale nie wolno mi oceniać czyichś myśli, bo mogę się mylić i może to tylko moje wrażenie.

Koleżanka mnie odwiedziła

Dziś odwiedziła mnie koleżanka ze studiów, nie tyle z roku co z akademika. Przyjechali z mężem i poszliśmy sobie do kafejki na pyszne kremówki. Pogadaliśmy też co nieco i pośmialiśmy się.
To była jedyna okazja, bo ona ma blisko tutaj, tj. do Krynicy Górskiej, a jak już pojadę do domu, to odległość wydłuża się jak porządna gumka *smile*.
Dziś też skończyłam tłumaczenie z filozofii, kolejny artykuł. Jeszcze tylko wstęp i spora rzecz będzie ukończona. Lubię takie chwile wolności, kiedy to można sobie pomyśleć nie tylko, że zrobiło się coś dużego, ale także chwilowo pocieszyć się wolnością, tzn. sytuacją, że oprócz pracy zawodowej żadnej dodatkowej akurat nie ma.
Żeby była jasność, ja bardzo lubię wszelkie moje dodatkowe prace i pieniądze za nie, *smile*, choć czasem sobie ponarzekam, że dużo, trudne, itp. itd.
Teraz mam chwilkę właśnie takiej miłej wolności, jeszcze wstęp i koniec. Niby mogłabym coś robić, ale zmęczona się czuję i to bardzo zmęczona. Najlepszy dowód, że powtarzam się i piszę w kółko o tym samym, więc przestać czas chyba.
Dobrej nocki wszystkim, co tu jeszcze zaglądają, i tym co nie zaglądają też, ale oni nie będą wiedzieć o moich życzeniach!

Magdalena Samozwaniec “Maria i Magdalena” recenzja

Tytułowe Maria i Magdalena to ni mniej ni więcej tylko Maria i Magdalena, siostry z domu Kossak, z których jedna to sławna poetka, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska a druga - satyryczka Magdalena Samozwaniec. W książce pisanej, lekkim humorystycznym, nieco ironicznym stylem Magdaleny poznajemy obie siostry i ich życie do czasu wybuchu II wojny światowej. Nie jest to jednak autobiografia w czystym znaczeniu tego słowa, ponieważ w książce zapoznajemy się raczej z różnymi aspektami życia sióstr, niż z ich chronologiczną biografią.
Bardzo miła, lekka, sympatyczna lektura, z nutką poezji w tle oczywiście.
Gorąco polecam.

Jednak trudno żyć bez pisania

Po dłuższej przerwie udało mi się tu zajrzeć. Nie wiem co będzie z klango, czy będzie działać czy nie, póki co działa jednak i postanowiłam pisać, bo widzę, że brak mi tego.
Niestety czasu na pisanie za dużo też nie mam, ale chwilowo mam widoki na to, że najpóźniej we wtorek skończę dodatkową pracę i zostanie mi, chwilowo oczywiście, tylko praca zawodowa.
Poza tym, teraz jestem na wyjeździe rehabilitacyjnym, czyli na mobilnym łączu internetowym, które to łącze nie rozpieszcza mnie niestety i więcej zrywa niż działa. Pocztę się daje obejrzeć i czasem jakąś stronę też, ale z klango już bywa bardzo różnie.
Dziś jesień uśmiechnęła się do nas pięknym słoneczkiem, choć zimno bardzo jest, ale wczoraj płakała deszczem jak pierwszej klasy mazgaj.
Właśnie na dwójce skończył się bardzo ciekawy program o ogniu, ropie naftowej i innych takich źródłach energii.
Mam jeszcze zaległe recenzje do napisania. Są to dwie książki, czy raczej jedna w dwóch częściach, ale temu już poświęcę osobny wpis.
Myślę też powoli o przeniesieniu bloga gdzieś, ale nie dlatego, że się aż tak obawiam o klango, ale chciałabym tego mojego bloga ożywić, tzn. wrzucić czasem jakieś zdjęcie czy nagranie, a tu nie można. Nie wiem jeszcze co z tego wyjdzie, więc na razie jestem tu i piszę tu.
Aż się boję pisać dalej, że mi zaraz połączenie się zerwie i chyba z tego strachu skończę na razie, bo zresztą do kościoła się wybieram.
Pozdrawiam Was słonecznie.

Powiedzonko pewnego generała

Czytam razem z moim wujkiem książkę pt. “Marsz czarnych diabłów” o I dywizji gen. Maczka. Ostatnio natrafiłam tam na takie zdanie cytowane z rozkazu pewnego niemieckiego generała (cytuję z pamięci): Kto rozsiewa plotki, ten dostanie w pysk, bo plotka jest jak smród: jedno i drugie powstaje na tyłach!

O zakończeniu studium

Jako się rzekło, zakończyłam SPL, tzn. Studium Przekładu Literackiego w Katedrze Unesco przy UJ. Przepraszam za te skróty i niepełne nazwy, ale nazwa katedry jest tak długa, że szkoda palców *smile*.
Rzecz wyglądała tak: rozdano nam dyplomy oraz prace, które przedstawiliśmy. Prace były to propozycje wydawnictw, których nazw nie podam. Każde z wydawnictw, było ich trzy, udostępniło kilka tekstów, z których można było wybrać, lub zrobić wszystkie, o ile ktoś ma nastroje masochistyczne *smile*. Nie było też obowiązku robienia dla wszystkich wydawnictw, minimum wynosiło 1 tekst.
Ja zrobiłam po jednym dla każdego wydawnictwa. I oto teraz otrzymaliśmy te teksty sprawdzone i skomentowane przez naszych nauczycieli z SPL oraz przez wydawców. Z moimi tekstami było tak, że jednemu wydawnictwu tekst się spodobał, mimo pewnych niedociągnięć, drugie bardzo mnie zjechało (jak wiele osób podobno), a trzecie - zaraz opowiem co było z trzecim.
Pan redaktor z drugiego wydawnictwa miał niezbyt przyjemny sposób wyrażania opinii i dość kategoryczne sądy ferował, ale trudno. Zarzucił mi m.in. nieuwzględnianie podkreśleń i innych wyróżnień, błędy ortograficzne i interpunkcyjne. No cóż, za wysokie progi najwidoczniej.
Z trzecim tekstem natomiast było tak, że w dbałości o to, by dobrze się go po polsku czytało, tak przerobiłam zdania, że zmieniłam styl i retorykę. Powstał tekst bardzo dobry po polsku, tyle, że od oryginału odjechał w sensie nie treści, a formy. Nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu z tego wynika *smile*.
Ogólnie jednak nie czuję się zdołowana, a czas spędzony w SPL i nad pracami tam wykonywanymi uważam za spożytkowany bardzo bardzo dobrze i wartościowo. Oczywiście ważne jest też spotkanie miłych, życzliwych, pomocnych i sympatycznych ludzi, tak wśród nauczycieli jak i słuchaczy studium.
Jednym słowem super!

Jutro oficjalnie kończę studium przekładu literackiego

Jak się rzekło w tytule: jutro ten wielki dzień. Jadę na rozdanie dyplomów do Krakowa, no i na omówienie tłumaczeń dyplomowych oczywiście. Ciekawe jak wydawnictwa oceniły moje teksty, bo nauczyciele mieli oczywiście uwagi, ale oceniali na ogół pozytywnie. A te dyplomowe teksty i nauczyciele będą oceniać i wydawnictwa, które je przekazały. No ciekawa jestem. Napiszę po powrocie, ale dopiero w weekend, bo jutro wrócę ciemną nocką.

Cieszę się radością mojej przyjaciółki

Witajcie,
Choć rzadko ostatnio tu zaglądam, nie sposób jednak nie podzielić się radością, która od wczoraj nieomal każe skakać pod sufit.
Otóż moja przyjaciółka, taka od zawsze i na zawsze, obroniła wczoraj pracę magisterską, a najpierw oczywiście napisała ją i to napisała na piątkę.
Mam w tym niejaki udział moralny, ponieważ jak się dało, na odległość starałam się udzielać jej wsparcia.
Choć nie zaglądasz tu chyba, moja droga koleżanko, gratuluję Ci jeszcze raz bardzo bardzo serdecznie i cieszę się wraz z Tobą.

Monika Żeromska “Wspomnienia” - recenzja

Monika Żeromska była córką z drugiego małżeństwa Stefana Żeromskiego i Anny. Autorka posiada dar gawędziarski i narracyjny. Miło się jej wspomnienia czyta, bo i sama jawi się w nich jako osoba ciepła, sympatyczna, pełna humoru i dobrze nastawiona do życia. Bardzo ciekawie opisuje swoje przeżycia z dzieciństwa, z września 1939, z okupacji, Powstania i lat powojennych. Dla mnie najtrudniejsze i wymagające przebrnięcia a nie przeczytania były opisy jej podróży i zwiedzania galerii malarskich. W jej przypadku nic to takiego dziwnego, Monika Żeromska była bowiem malarką, ale dla mnie to były najmniej strawne kawałki jej wspomnień. A było co czytać, ponieważ wspomnienia liczą sobie 5 tomów.

Następna strona »