Jeszcze w domku. Ostatnie przygotowania.

Siedzę sobie jeszcze w domku i słucham radia, lubię tak, choć ostatnio mało czasu mogę w ten sposób spędzać, bo to, co robię nie pozwala na słuchanie radia. Jednak teraz darowuję sobie chwilę luksusu i słucham Kalendarium Jedynki.
Skopiowałam już wszystkie potrzebne do pracy materiały, na dwa pendrivy na wszelki wypadek.
Właśnie usłyszałam w Kalendarium odpowiedź na interpelację posłów Znak do Cyrankiewicza w sprawie wydarzeń marcowych. Jak oni umieli kłamać!
Dobrze uciekam już.
Trzymajcie się wszyscy i do zobaczyska! *smile*

Przed wyjazdem

Należałoby zacząć od wielkiego, wielkiego ufffff, ponieważ skończyłam artykuł z filozofii i odesłałam go właśnie. Niestety sprawdzanie totalnie mnie uśpiło i teraz jestem półprzytomna, a pewnie i ćwieerć przytomna. Jutro jadę o 9 rano do sanatorium. Stamtąd nie wiem czy będę pisać na bloga, bo net mam w laptopie przez bardzo wolne łącze, no chyba, że ktoś gdzieś się do szybszego pozwoli dołączyć. Zobaczymy.
Jutro się postaram jeszcze tu zajrzeć, ale żeby zajrzeć muszę wstać dostatecznie wczześnie, a żeby wstać, spać mi iść należy i to natentychmiast *smile* To chyba dobry przykład na zależność przyczynowo -skutkową.
Będzie mi Was brakowało drodzy klangowicze i nieklangowicze, którzy tego bloga czytają, bo jest kilka takich osób.
Dobrej nocki wszystkim.

To dziś Dzień Mężczyzny

Witam Was wszystkich, a szczególnie dzisiaj Panów. Dowiedziałam się, że dziś Wasz dzień, bo dziś czterdziestu męczenników. Ciekawe dlaczego ktoś tak wymyślił, ale wymyślił. W każdym razie okazja do życzeń jest, więc jeszcze raz życzę Wam wszystkiego, co najlepsze, zdrówka, radości, przyjaźni i… dalej to już sami wiecie, czego chcecie i o czym marzycie najbardziej.

Wiersz bardzo podstępny ale jak dla mnie to wprost niezrównany w sprycie i przemyślności. Polecam szczególnie dla JK48, bo coś czuję, że mu się spodoba

Wkleję poniżej wiersz Czesława Miłosza. który został zapisany w ten sposób, że zwrotki 1 i 2 były jedna pod drugą po lewej stronie kartki, zaś po prawej zwrotki 3 i 4. W rezultacie powstawało coś takiego, że zwrotka 1 była obok 3 a 2 obok 4. Gdy się ten wiersz czyta po kolei czyli zwrotki, 1, 2, 3, 4, sens jest zupełnie inny niż gdy się przeczyta go jako poziomy tekst.
Ja dla gadaczy zapisałam go tak, że najpierw po kolei każda zwrotka jedna pod drugą, a potem tak, jak go Miłosz zapisał. Przeczytajcie na oba sposoby i podziwiajcie. Osobiście na coś takiego bym nie wpadła.

Wiersz napisany przez Czesława Miłosza we Lwowie w 1939 r.
Wydrukowany w miejscowej prasie za zezwoleniem władz radzieckich i nagrodzony specjalną nagrodą Stalina.

1. Runą w łunach, spłoną w pożarach,
krzyże kościołów, krzyże ofiarne
i w bezpowrotnym zgubi się szlaku
z Lechickiej ziemi Orzeł Polaków

2. O słońce jasne, wodzu Stalinie
niech władza Twoja nigdy nie zginie
niech jako orłów prowadzi z gniazda
Rosji i Kremla płonąca gwiazda

3. Na ziemskim globie flagi czerwone
będą na chwałę grały jak dzwony
Czerwona Armia i wódz jej Stalin
odwiecznych wrogów swoich obali

4. Zmienisz się rychło w wieku godzinie
Polsko, a Twoje córy i syny
wiara i każdy krzyż na mogile
u stóp nam legnie w prochu i pyle.

Teraz Przeczytaj ten wiersz nie zwrotkami, ale jako poziomy tekst.

Wiersz napisany przez Czesława Miłosza we Lwowie w 1939 r.
Wydrukowany w miejscowej prasie za zezwoleniem władz radzieckich i nagrodzony specjalną nagrodą Stalina.

1. Runą w łunach, spłoną w pożarach, 3. Na ziemskim globie flagi czerwone
krzyże kościołów, krzyże ofiarne będą na chwałę grały jak dzwony
i w bezpowrotnym zgubi się szlaku Czerwona Armia i wódz jej Stalin
z Lechickiej ziemi Orzeł Polaków odwiecznych wrogów swoich obali.

2. O słońce jasne, wodzu Stalinie 4. Zmienisz się rychło w wieku godzinie
niech władza Twoja nigdy nie zginie Polsko, a Twoje córy i syny
niech jako orłów prowadzi z gniazda wiara i każdy krzyż na mogile
Rosji i Kremla płonąca gwiazda u stóp nam legnie w prochu i pyle.

Jak to jest z tym dniem chłopaka czy mężczyzny

Odkąd pamiętam, dzień kobiet był, ale z dniem chłopaka już nie jest tak prosto. Pamiętam, że w szkole podstawowej mówiło się, przynajmniej u nas w klasie, że ten dzień jest 9 marca. Nie wiem tylko, czy ktoś to z nas wymyślił, czy gdzieś usłyszał. Później natomiast, czyli chyba w liceum, dzień chłopaka, jeśli w ogóle obchodziło się 30 września.
Nie wiem, jak to właściwie jest, ale dobrych życzeń nigdy nie za dużo, więc drodzy panowie, wszystkiego dobrego Wam życzę w dniu Waszego święta i nie tylko. Dziękuję Wam za życzenia i przepraszam, że odpowiadam tak zbiorowo, ale sami wiecie, f… *smile*

Nocne Polki pisanie

Gdybym znowu pisala coś o filozofii to już mogłoby przestać być śmieszne. Sporo dziś zrobiłam, prawie połówkę dość okropnego artykułu, ale dość o tym.
Miałam już nic nie pisać, ale dręczył mnie, a właściwie lepiej powiedzieć nurtował pomysł wiersza, a jak takie coś nurtuje to trzeba go napisać, bo albo ucieknie i szkoda, albo będzie nurtował dalej i “paskuda” spać nie da.
Powolutku już czynię przygotowania do wyjazdu do sanatorium, dobrze, bo nie będzie wszystko na ostatnią chwilę.
To chyba na tyle na dziś, taki krótki biuletyn z pola walki, prawie jak korespondent wojenny piszę.
Dobrej nocki wszystkim.

Filozofia w błyskach humoru

Dziś nawet dość ładnie poszła mi praca i na spacerku w chłodnym słonecznym powietrzu też byłam, więc pozwalam sobie na chwilę blogowania.
Jednoosobowe jury w mojej osobie przyznało mi taką właśnie nagrodę, że że piszę tutaj.
Tak sobie myślę, że filozofią a raczej tym, czy wystarczy mi na nią sił, nei muszę się zbytnio przejmować, a to dlatego, że tłumaczę dla księży, więc w razie czego, udzielą mi Sakramentu Chorych *smile* a gdyby było drastycznie to porządny katolicki pogrzeb wyprawią, a polec w takiej walce to nie wstyd *smile*
Jeszcze jedna rzecz mnie cieszy. Zrobiłam wstęp do tego nowego tłumaczenia, które robię dla nowego zleceniodawcy i spodobało mu się. Ten dla którego robię od prawie trzech lat jest już “oswojony” i wiem, że nie gryzie *smile* Zresztą i ten drugi nie wydaje się żadnym postrachem.
A tak już poważniej, to myśląc o wczorajszej panice dochodzę do wniosku, że przyprawił mnie o nią fakt, że dostałam wszystkie materiały na raz i zobaczyłam ile ich jest. Jakbym dostawała po jednym to może by mnie tak nie przeraziło. To trochę jak z wydawaniem kasy: łatwiej wydać codziennie po 2 złote niż raz, ale za to 20.
Kończę na razie, bo widzę, że zmęczenie mi szkodzi na styl.
A, nie, jeszcze jedno: zrobiłam sobie na klango wiadomość powitalną “Pamiętaj, tylko nie za długo”. Sama się teraz śmieję jak tu zajrzę, i klango grozi mi wirtualnym palcem.
A teraz już naprawdę dobranoc.

Z deszczu pod rynnę czyli filozofia w wersji xxl

Ludzie, ludzie! I ja narzekałam, gdy miałam do tłumaczenia jeden artykuł z filozofii i coś tam jeszcze z angielskiego na polski z innej branży! O, jakże się myliłam!
Przyjęłam nowe, duże tłumaczenie, które mam zrobić do początku maja, będzie ciężko, zwłaszcza, że z dostępem do netu będzie różnie bo jadę do sanatorium. To jest jedno dosyć przerażające, bo od fizyki i Einsteina do Pana Boga. Żeby było jeszcze ciekawiej to dostałam z dawnego nurtu też artykuł do zrobienia, co do którego miałam nadzieję, że będzie mógł poczekać. Jednak niestety wszystko jest pilne i wszystko na moją jedną, nienajtęższą głowę. Módlcie się, trzymajcie kciuki, wspierajcie mnie myślowo, czy jak tam chcecie, ale proszę, wspierajcie, bo jak Duch Święty się w to nie wmiesza i to porządnie, to czarno widzę to wszystko.

Paul Feval Kawaler de Lagarder

Dawno nie zamieszczałam żadnej recenzji, więc tym bardziej się cieszę, że mogę Wam dostarczyć kolejną.
Tym razem zabrałam się za książkę Paula Fevala pt. “Kawaler de Lagarder”. Jest to przykład literatury przygodowej z wątkiem romantycznym oczywiście, choć ten ostatni nie jest zbytnio rozbudowany. Myślę, że cała rzecz przypomina trochę “Trzech muszkieterów”, przynajmniej w ogólnym charakterze.
Groźny markiz de Kajlis ma piękną dorosłą córkę, która potajemnie wyszła zamąż za księcia Filipa de Never. Kawaler de Lagarder, młody mistrz szpady przyjeżdża by spróbować swoich sił w pojedynku z księciem. Na miejscu zastaje przygotowania do zasadzki na księcia. La Garder posługując się hasłem księcia de Never odbiera od jego żony dziecko, dwuletnią córeczkę Aurorę. Kiedy książę umiera zamordowany przez swojego rzekomego przyjaciela księcia Filipa Gonzagę, La Garder przysięga być ojcem dziecka i pomścić śmierć jego ojca. Czy przysięgi dotrzymał i jak się wszystko skończyło poczytajcie już sami.
Gorąco zachęcam. Książka o ciekawej akcji, z wieloma zwrotami i niespodziankami. Muszę powiedzieć, że długo się do niej zabierałam i pewnie jeszcze długo bym po nią nie sięgnęła, ale była to dla mnie sprawa honorowa, obiecałam koleżance, że przeczytam tę książkę i nie chciałam już dłużej odwlekać spełnienia tej obietnicy. Warto było, mówię Wam.

Dzień był pracowity

Ten dzień należy u mnie do owocnych i niezmarnowanych, choć może powinnam powiedzieć, że to już dzień wczorajszy, bo północ minęła.
No w każdym razie dzień 5 marca był ok. Przetłumaczyłam krótki, acz raczej nudny artykuł o rozwoju zasobów ludzkich czyli hrd jak mówią bracia Anglicy (od human resource development). Troszkę też pogadałam na skype z tym i owym, a po południu byłam na drodze krzyżowej i mszy świętej. Cieszę się, że udało mi się być zwłaszcza na drodze krzyżowej, bo to trzeci piątek postu a w dwa poprzednie nijak nie mogłam. Wierszydełko też jakoweś się klepnęło, czyli dobrze jest.
Myślę, że niedługo pojawi się nareszcie kolejna recenzja, bo już chyba zwątpiliście, że ja cokolwiek czytam, ale czytam czytam, nie obawiajcie się, tylko w znikomych ilościach, bo pracy sporo.
Dobrej nocki Wam życzę wszystkim.

Następna strona »